21.07.2013

dzień, w którym w zapadłym DDR spotkałem fajnych Polaków

Reitwein, mała wioska nieco na południe od Kostrzyna. Zmęczony już, zajeżdżam do gospody. Przed nią widzę zaparkowane rowery, na jednym naklejka po polsku na błotniku. Oho, rodacy.

Z rodakami za granicą wiadomo jak jest. No ale z drugiej strony, rodak który jedzie do Niemiec rowerem to już jednak trochę inny gatunek, preselekcja działa. Więc — myślę — wejdę i się zorientuję, jakby co to się przysiądę.

Takoż wchodzę na zahradek.

– O, patrz. Kolega rowerzysta.
– Ty zobacz jaką koszulkę ma. Vinyl kills mp3 industry.
– Widziałem taką w sklepie z winylami w Hamburgu. I w Polsce u dystrybutora Raster Noton.

Oho!

Przysiadam się. Pogadaliśmy przy piwku o muzyce, winylach, berlińskiej scenie elektronicznej, Karstenie Nicolaiu, Vladislavie Delayu (koncert za tydzień!), Oficynie Biedota, Bocian Records i takich tam. Dopiero w trakcie konwersacji zauważyłem (zmęczenie), że przecież jeden z gości ma na sobie koszulkę z lemowskiego albumu Krojca…

Nawet obracając się w gronie znajomych znajomych nieczęsto spotykam ludzi kumatych w tych klimatach muzycznych, tym większym szokiem było tego typu spotkanie na wiosce w zapadłym DDR.

Ekipo z Kostrzyna, jeśli to kiedyś przeczytacie, to wielkie dzięki. Przywróciliście mi wiarę w człowieka. Na chwilę ;-)