en lecture
Z zaplanowanych na urlop zakupów, udało się mi zrealizować tylko trzy.
Wrońca Dukaja wciągnąłem "tak jak w tym kraju pije się wódkę - na raz" (nagroda - uśmiech prezesa - dla komentatora, który rozpozna źródło cytatu).
Jedenastego Św. Marcina nie mieli. "Wyszedł" im także Gottland Szczygła, na smakowanie którego przy kominku i kieliszku becherovki w zasypanej śniegiem chatce w Lhocie miałem największą ochotę.
Łaskawych Littella nawet w góry nie biorę. Już gabaryty czynią z nich kiepską "lekturę urlopową". Ale jest coś więcej. Kiedy tylko rzuciłem okiem na tytuły części powieści (wstęp-toccata a następnie cztery części suity barokowej), wiedziałem od razu, że to będzie książka do powolnej i długomiesięcznej a może nawet długoletniej degustacji przy dobrym austriackim rieslingu albo veltlinerze i suitach Bacha, Corellego, Bibera. Poczułem wręcz, że to książka napisana właśnie dla mnie, do mnie. To nieczęste uczucie. Inna sprawa - jakie to jednak smutne, że skorzystanie z paru informacji na poziomie szkoły muzycznej pierwszego stopnia to dzisiaj takie ajwaj. Nic dziwnego, że ludzie dla których ambitna muzyka to Sting a rzucenie cytatem z Kazika to zaraz "postmodernistyczny popkulturowy intertekstualizm", tytułują się dziś erudytami.
Została mi pozycja ostatnia. Tu bez zaskoczenia, bo sporą i dość reprezentatywną część Białej gorączki Hugo-Badera znam już z Gazety Wyborczej. Pozostała część nie odstaje poziomem. To taka książka, lekturę której komentuje się po każdym parzystym akapicie wznoszącym, przeciąganym "o kurwa, o kuuurwa", a po nieparzystym - powoli cedzonym przez zęby "ja-pier-do-lę".
Nie będzie lekko. Na szczęście w ramach odtrutki zawsze mogę liczyć na teścia i jego biblioteczkę pulpowych s-f.
PS. Streszczam się maksymalnie, bo na klawiaturze białego MB pisze mi się fatalnie. Pewnie to kwestia przyzwyczajenia ale to jednak kolejny drobny argumencik przeciwko pomysłowi kupienia największego MBP i posiadania jednego uniwersalnego kompa do domu i na podróż.
Jeśli ktoś we wsi będzie miał WiFi i się podzieli, to być może wrzucę na bieżąco jakieś fotki. W przeciwnym razie odmeldowuję się do 3 stycznia. Na schled!





