11.02.2009
10.19.2009
nie pieprz pietrze wieprza perłami
W ten oto sposób 12 stycznia 2007 roku Joshua Bell znalazł się w waszyngtońskim metrze. Wyjął stradivariusa (...). Przez 43 minuty grał najpiękniejsze utwory muzyki klasycznej i zbierał do futerału pieniądze. - Prosiłem wcześniej, żeby grał tak samo jak na koncercie, bez taryfy ulgowej - mówi Weingarten. - Na koncertach Bell bierze średnio po 100 dolarów za bilet. Ciekawiło nas, ile uzbiera w metrze.Och, que triste storia, jakież to duszeszczipatielne. Kondycja współczesnego człowieka. Tylko usiąść i zapłakać.
(...)
Weingarten: - Oczekiwałem małej grupy ludzi. Ale mój redaktor naczelny myślał, że zrobi się tłum, i na wszelki wypadek powiadomił policję.
Przez nieco ponad 40 minut dającego z siebie wszystko wirtuoza minęło 1097 osób. Zatrzymał się tylko jeden mężczyzna. Słownie: JEDEN. Joshua zarobił za to 32 dolary i 17 centów. - Tak, ludzie rzucali mu drobniaki! Ja też nie mogłem w to uwierzyć - mówi Weingarten.
Weingarten za tekst "Perły przed śniadaniem" dostał Pulitzera. - Najbardziej zaskoczyła mnie reakcja czytelników. Dostałem setki maili od ludzi, którzy czytając ten tekst, płakali nad kondycją współczesnego człowieka.
Eksperyment pana Weingartena to jak podanie komuś do zestawu w makdonaldzie najlepszego francuskiego wina w plastikowym kubku i dziwienie się, że nie poznał się, jaki to cymes.
Ciekawe ilu z tych płaczących nad "kondycją współczesnego człowieka" równocześnie na co dzień uważa, że muzyki poważnej powinno się słuchać w skórzanym fotelu, pod krawatem, z lampką wina i nabożną miną. No bo jakaś konsekwencja poglądów jednak obowiązuje, dkn. Tak czy nie? Albo słuchanie powagi z iPoda w zbiorkomie jest barbarzyństwem i szarganiem świętości albo nie jest. Jeśli jest, to granie go na stacji metra jest nim tym bardziej. A jeśli nie jest, to proponuję policzyć, ilu z tych przechodniów grający na stacji Bell przeszkadzał w słuchaniu tego, na co akurat oni mieli ochotę. I zastanowić się, czy i czym niby granie w takich okolicznościach Bacha różni się od napieprzania z głośników boom-boxa.
Nie znoszę żebrania połączonego z graniem jakiejkolwiek muzyki. Muzyka, której nie chcę, którą ktoś mi wmusza, jest akustycznym śmieciem nawet jeśli jest to chaconne Bacha grana na stradivariusie przez Joshuę Bella. A zaśmiecanie fonosfery w miejscu publicznym jest chamstwem i kropka. Pan Weingarten zamiast dostać Pulitzera, powinien za ten artykuł/eksperyment zostać skazany na 10 lat słuchania playlist układanych przez losowo wybranych przechodniów. Ciekawe, jakich przyczynków do "zadumy nad kondycją współczesnego człowieka" by wówczas dostarczył.
kategorie: codzienna porcja jadu, głupota, varia
10.18.2009
festival of lights
Jeśli chodzi o iluminację budynków, Berlin wypada bardzo skromnie nie tylko w porównaniu z innymi europejskimi stolicami ale, uwzględniając proporcje, nawet z Wrocławiem. Miasta na to po prostu nie stać. Za to co roku w październiku odbywa się Festiwal Świateł, podczas którego najważniejsze obiekty w mieście są iluminowane w sposób bardziej efekciarski niż to z reguły bywa.
Makieta Pałacu Republiki (w zasadzie bardziej go symbolizująca, w dodatku już w stadium rozbiórki, niż przedstawiająca)
Najbardziej efektownym obiektem do oświetlenia jest Katedra Berlińska. Raz, że wyświetlanie wizualizacji na jej neobarokowej, plastycznej fasadzie, daje niezwykłe efekty. Dwa - nieoświetlona latarniami spora powierzchnia Lustgarten, to idealna widownia dla fotografów. W przypadku innych obiektów ciężko o ujęcie, którego nie zepsują lampy uliczne, samochody i tak dalej. Tutaj mamy pełen komfort. Nic dziwnego, że Berliner Dom jest co roku główną atrakcją Festiwalu Świateł.
Niesamowite wrażenie zrobiła wizualizacja przedstawiająca moment burzenia Muru. Znany kadr po rzuceniu na fasadę Katedry robił wrażenie barokowego lub renesansowego obrazu.
Pod lipy tej listkami marzyłem kiedyś tu, dziś mam ją przed oczami, jej tęskny słyszę szum
Fryderyk Wielki od zadniej strony
Unter den Linden - pod lipami
Gendarmenmarkt - Deutscher Dom i Konzerthaus
Französischer Dom
Deutscher Dom
Konzerthaus
I jeszcze raz Französischer Dom
A to fragment zupełnie niefestiwalowych świateł Berlina. Na błękitno jarzy się Hamburger Bahnhof - dziś muzeum sztuki współczesnej
kategorie: berlin, cityscapes
10.15.2009
#liebegoogle
Ols popełnił wczoraj przezabawną notkę a ja oczywiście nie mogłem się powstrzymać przed sprawdzeniem, czym różnią się podpowiedzi polskiego i niemieckiego googla. Większość jest oczywiście podobna, ale jest parę różnic.
Przede wszystkim, niemieckim odpowiednikiem "mam 12 lat" będzie "ich bin 12". Różnica o tyle znacząca, że jednocyfrowa liczba lat jest od razu uzupełniana do dwucyfrowej, więc o googlowych przygodach dzieci młodszych niż 10 lat nie dowiemy się nic. Prawie nic.
Ich bin 2 prowadzi nas do strony producenta kotłów olejowych, ewentualnie mamy tutaj tatusiów szukających dla pociech koszulek z napisem "ich bin zwei". Nuda.
Ich bin 5 und meine mutter wird sterben [i moja matka umiera]. To jedyna(!) podpowiedź. Drama.
Ich bin 89er - temat dla jakiejś tutejszej Frau Wolf.
Dziewięcio i dziesięciolatki googla nie pytają w ogóle.
Ich bin 11 und - jedenastolatki chciałyby, ale jeszcze nie wiedzą o co (to jedyna podpowiedź).
Dalej jak w Polsce, w wieku 12 lat zaczynają się standardowe pytania o homoseksualizm i odchudzanie.
Trzynastolatki potrzebują pieniędzy [brauche geld], które chcą zarobić [will geld verdienen], najlepiej jako model/ka [will model werden].
Czternastolatki standardowo zaczynają się martwić brakiem chłopaka/dziewczyny [hatte noch nie einen freund/in], brakiem pierwszej miesiączki/polucji [habe meine tage noch nicht / hatte noch keinen samenerguss], szukają pracy [suche ein job], przyjaciela i... chcą mieć dziecko!!! [will ein kind]
Piętnastolatki mają zasadniczo te same problemy, za to szesnastolatki chcą się wyprowadzić [will ausziehen] - kolejny temat zupełnie nie występujący w polskiej wersji.
Kolejna ciekawostka dotyczy osiemnastolatków. Najczęstsze pytanie to... ich bin 18 und sie ist 15. No, no...
Potem pytania się kończą (z rzadka trafia się standardowe "mam x lat i jestem dziewicą", kończące się przed trzydziestką).
Z tematów występujących w polskich zapytaniach i nie występujących w ogóle w niemieckich zwraca uwagę przede wszystkim jeden: masturbacja.
Ktoś się pokusi o przegląd jakichś egzotyczniejszych wersji? Ewentualnie o komentarz?
kategorie: varia
10.12.2009
piłkarski sroker
Czekamy więc na motywację ze strony Słoweńców. Jeśli chcą, byśmy zagrali z jeszcze większym charakterem, niż zamierzamy, niech dzwonią do naszej federacji i złożą jakąś ofertę. Może to będzie dodatkowy bodziec dla młodych piłkarzy? - palnął Lewandowski.
Polska gra ze Słowacją o pietruszkę. Ale od wyniku tego meczu zależy, czy pierwsze miejsce w grupie zajmie Słowacja czy Słowenia. Podobna sytuacja miała miejsce po dwóch meczach fazy grupowej MŚ w 1974 roku. Ostatni mecz kadra Górskiego grała z Włochami. Dla nas był to mecz o pietruszkę (awans mieliśmy w kieszeni), ale nasze zwycięstwo dawało awans Argentyńczykom. Zmotywowanie "orłów Górskiego" kosztowało rodaków Maradony sporą na ówczesne czasy sumkę 18 tysięcy zielonych. Tyle, że wtedy potrafiono to załatwić dyskretnie, cała afera wyszła na jaw dopiero trzydzieści lat później (a i to, jeśli mnie pamięć nie myli, tylko dlatego, że ktoś pokrzywdzony przy podziale tych pieniędzy w końcu nie zdzierżył i po latach sypnął). Przez te lata Polacy nie tylko zapomnieli jak się gra w piłkę, ale nawet głupiego biznesu zrobić nie potrafią.
kategorie: varia
bauhaus
W Dessau zastała nas dość brzydka pogoda. Po kilku próbach opanowania marnego światła przestawiłem aparat w tryb "auto", czego potem pożałowałem oglądając rezultaty na monitorze. No ale trudno, w końcu to nie poetycki fotoblogasek. Jedziemy z koksem.
Budynek Bauhausu dzisiaj wciąż wygląda nowocześnie. Trudno uwierzyć, że ma już osiemdziesiąt lat. Z drugiej strony - trudno sobie wyobrazić szok, jakim wówczas był. To była prawdziwa rewolucja, ślady której widać we wzornictwie czy architekturze do dzisiaj. I znów - patrząc na zasięg tego wpływu, trudno uwierzyć, że szkoła działała tylko piętnaście lat.
Bauhaus powstał w Dessau, bo miasto przeżywało wtedy okres intensywnej industrializacji (zakłady Junkersa) i rozwoju. Klimat był sprzyjający tego typu inwestycji (zwolnienia podatkowe). Budynki szkoły stały wówczas niemal w szczerym polu. W czasach DDR jej teren zmniejszono (m.in. o przylegające boisko) a architektura otoczenia wygląda tak:
Jako ważny ośrodek przemysłowy, miasto zostało niemal zrównane z ziemią przez alianckie lotnictwo. Wiele z budynków Bauhausu w czasach DDR przebudowano. Stan pierwotny jest przywracany dopiero od niedawna i powoli. Sachsen-Anhalt to chyba najbiedniejszy z niemieckich landów.
Bauhaus był rewolucją. Rewolucje muszą być radykalne. Wiele bauhausowych "patentów" wrosło na zawsze w modernistyczną architekturę, ale kilka zbyt radykalnych pomysłów zweryfikowało życie. Olbrzymia przeszklona ściana frontowa powodowała, że w głównej pracowni zwanej akwarium często panowały temperatury sięgające 40 stopni. Dziś mieści się tam biblioteka. Książkom upał szkodzi mniej. Pomysł racjonalizatorski zastosowany w jadalni - wyższe niż zwykle stoły, aby "zamiatając" jadło łyżką pokonywać mniejszą drogę - też jakoś nie przyjął się szerzej.
Radykalizm nie ograniczał się do budynku szkoły. Nauczyciele, jako forpoczta rewolucji, mieli mieszkać we wzorcowych modernistycznych domkach.
Także i tutaj niektóre pomysły okazały się chybione, a przynajmniej nie znalazły uznania w oczach mieszkańców. Najbardziej krnąbrny okazał się Wasilij Kandyński oraz jego żona.
Na pierwszy ogień poszła przeszklona klatka schodowa. Pani Kandyńska skarżyła się na brak prywatności. Okna więc zmatowiono białą farbą.
We wnętrzach miał dominować czysty funkcjonalizm i prostota. Nawet gama kolorów była ściśle określona. Kandyński, raz że krnąbrny, dwa - trochę starszy od Gropiusa i reszty ferajny, oczywiście wstawił sobie piękne rosyjskie, dziewiętnastowieczne meble. A jakby tego było mało - machnął sobie na złoty kolor framugi okien i drzwi
a nawet ściany (na zdjęciu zachowany fragment).
Skończyło się tak, że meble i złocenia zostały, ale Kandyńskiego obowiązywał absolutny zakaz publikowania zdjęć wnętrz swojego domu. Opublikowano je dopiero po śmierci Gropiusa.
Domki były ulokowane w ładnej, zielonej okolicy ale obowiązywał absolutny zakaz przyozdabiania ich po bidermajerowsku kwiatami. Oczywiście nietrudno zgadnąć, że zakaz złamała pani Kandyńska, doprowadzając Gropiusa do białej kurwicy.
Jeden z najsłynniejszych przedmiotów użytkowych Bauhausu to krzesło "Wasilij" projektu Marcela Breuera, nazwane na cześć wiadomo-kogo:
Wielka szyba stanowiąca główne okno klatki schodowej jest tak olbrzymia, że jej wykonanie przekraczało możliwości techniczne DDR. Okno było więc podzielone na kilka mniejszych. Dzisiaj oczywiście odtworzono stan pierwotny.
Charakterystyczne balkony akademika to jeden z najbardziej fotogenicznych elementów głównego kompleksu. Jak już wspomniałem, słońce nie dopisało, więc z malowniczej gry cieni tym razem wyszły nici.
Na koniec kilka fotek dla leni, którym nie chciało się zajrzeć na DA:


Sufit głównej auli
To wbrew pozorom nie są malarskie dekoracje, ale detale konstrukcji dachu jadalni - różne płaszczyzny są malowane różnymi kolorami, co daje bardzo dynamiczny i ciekawy efekt.


kategorie: architektura, wędrówki
10.09.2009
pink side of the moon
Większość z regularnie zaglądających tutaj, czyta zapewne także blog Miski do mleka. Tym, którzy nie czytają, polecam ostatnią notkę. A robię to dlatego, że pokemona na takim levelu rurzowatości jak jej bohaterka, nie spotkałem bodajże od czasów ostatecznego upadku depli. Czyli bądź co bądź ładnych parę lat.
kategorie: ogłoszena parafialne, varia
kliken zi byte hir

Zrzut nie oddaje całości wrażeń estetycznych, bo w oryginale kolory niemieckiej flagi w obwódce tego gifka jeszcze oczojebnie rotują.
Wunderschön.
10.06.2009
10.04.2009
my. jacy my?
My, dzieci transformacjiTen tekst od paru dni krąży i fluktuuje gdzieś wokoło. Niewiele znalazłem komentarzy trafniejszych od tego:
ten okres „normalności” zachowany we wspomnieniach (które obejmują okres do 10 roku życia wg. artykułu) to twór na pół realny, na pół eskapistyczny fantazmat, służący samousprawiedliwieniu się. kraina szczęśliwości, do której warszawka wraca w swojej fascynacji peerelowskim oldskulem.
Nic dodać, nic ująć.
kategorie: no comment, varia



