23.03.2012

merc

Zaliczyłem wczoraj takiego zonka jak dawno w Berlinie.

Otóż Merc zdradził był jakiś czas temu mój ukochany Radialsystem V z Berghainem. Jedni są z tego faktu nawet zadowoleni (w końcu Berghain to swego czasu najbardziej lansiarski klub w Berlinie - jeśli komuś jeszcze nie ringuje bell, przypominam aferę wokół Axolotl Roadkill; jeśli nadal nie ringuje sugeruję naciśnięcie japko+w czy co tam macie w zamian), inni wprost przeciwnie.

Mi skoczył gul wczoraj, kiedy przed wejściem na koncert Zeitkratzera zostałem przeszukany jak przed wejściem do klubu.

Nie chodzi nawet o to, że wczoraj prosto z pracy poszedłem do filharmonii a potem znienacka (jeszcze raz dankeschöny dla Doroty Kozińskiej) dopiero do Berghainu i w związku z tym mogłem mieć przy sobie tony rzeczy których z reguły nie wolno wnosić do samolotów… pardon klubów, np. zakupy na następny dzień z flaszką wina, albo ostry korkociąg, albo nóż. O pardon, korkociąg wniosłem. I nie tylko. Ale nie o to chodzi. O zasadę chodzi.

Jeśli wybieram się na disko to wiem, że idę na disko. Jeśli zaś idę na koncert organizowany przez festiwal muzyki współczesnej to niezależnie od tego gdzie by się on nie odbywał, oczekuję zasad takich jak na festiwalach muzyki współczesnej. Czyli mniej więcej takich jak w filharmonii. Nikt mnie przy wejściu do filharmonii nie obmacuje ani nie zagląda mi do torby, DKN! Przecież jeżeli Berliner Festspiele wynajmuje cały klub dla swojej publiczności to de facto on jest na ten moment przedłużeniem Maerzmusika a nie pierdolnikiem dla nastolatków jak na co dzień.

Oczywiście nie zarzucam nic Berghainowi. Ich miejsce - ich zasady. Żal mam do Berliner Festspiele, że wynajmując klub w całości dla siebie dali sobie, a de facto publiczności - dorosłym ludziom na jakimś bądź co bądź poziomie - narzucić warunki obowiązujące w dyskotekach.

To jest żal oczywiście bezsilny niczym sarkanie na #upadekprasypapierowej. Merc schodzi na psy, co widać już po wyglądzie książki programowej (Dorota, ja to dostałem pocztą, co roku dostaję, ale mnie po prostu zatkało, że to jest program a nie jakiś darmowy folder rozsyłany pocztą komubądź!). Berlin zbankrutował dawno temu, ale próbował trzymać fason. Teraz jest kryzio i zbankrutowało wszystko, łącznie z fasonem. Trudno. Takie życie.

Wczorajszy wieczór osłodziły mi dwie rzeczy.

Najważniejszą był koncert Zeitkratzera, a raczej jego druga połowa z Elliottem Sharpem, której nie oddadzą żadne zdjęcia



ani amatorskie filmiki.



Drugą, choć pierwszą w kolejności chronologicznej, był widok dziuń, które odchodziły od drzwi nie dlatego, że nie przeszły door selectah, tylko bo tam jest jakiś koncert… muzyki współczesnej! Ten bazylich, którego mi sprzedały widząc, że zmierzam tam ubrany w marynarkę - bezcenny!

Bo za oczy Eldricha Palmera zapłaciłem MasterCardem.

22.03.2012

nie warto rozmawiać

plgelabjr

@jb
Szczerze - wątpię, czy kiedykolwiek ją miałeś. W ogóle zdarza Ci się, no wiesz, tak po prostu usiąść z książką dla przyjemności?

No wiesz, owszem, codziennie.



jb

Sprawdzam. O czym była ostatnia, czy Ci się podobała i dlaczego. Nie odpowiesz - wylecisz.



plgelabjr

Ojej, jak w przedszkolu. Była o Sherlocku, podobała bardzo, bo niesamowicie fajne było wychwytywanie aluzji w Sherlocku Moffata (właściwie tylko po to czytałam).



jb

No faktycznie nie robi na mnie wrażenia osoby o przesadnie szerokich zainteresowaniach. Koleś uważa, że jest oczytany, bo czyta Sherlocka Holmesa...



zvnfgb-znfn-znfmlan

Koleś uważa, że jest oczytany, bo czyta Sherlocka Holmesa...

No proszę, jak pięknie z odpowiedzi na pytanie "jaką książkę ostatnio przeczytałeś" zrobiło się "koleś uważa, że jest oczytany, bo..."



jb

Odpowiedź była żałosna - a ja jestem za mało naiwny i łatwowierny, żeby kupić wyjaśnienie "ta poprzednia książka była ciekawsza, ale szczerze odpowiedziałem na to, jaka była ostatnio".

…nie tylko z Pospieszalskim.

Skróty dyskusji moje. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i blogów całkowicie zamierzone.