19.11.2014

upiór w operze


Ten post byłby anonsem wstawienia nowego linka do blogrolki, gdyby nie to, że jakiś czas temu, na fali chwilowego obumierania tego bloga, blogrolkę wziąłem i skasowałem. Więc nie będzie linka tam, ale będzie reklama. Najszczersza, jaka może być, bo autorka jest osobą, z którą dzielę wiele muzycznych upodobań, kilkanaście świetnych koncertów i trudne do policzenia nieprzespane noce spędzone przy winie i świetnych nagraniach.

Zapewne znacie ją z Ruchu Muzycznego, radiowej Dwójki i paru innych miejsc. A jeśli nie znacie, to macie szansę to fatalne niedopatrzenie nadrobić. Pisze i mówi to co myśli, bezkompromisowo, często wbrew aktualnym modom i koniunkturom. Za to ze szczerością podpartą kompetencją, której ja sam jej szczerze zazdroszczę. Rozmijamy się w opiniach rzadko i te momenty niech zostaną między nami, ale kiedy znów się spotykamy, to zaprawdę powiadam wam, jest moc!

Więc z osobistej sympatii, zawodowego podziwu, a trochę też w ramach rekompensaty, że sam pisanie o muzyce w duże mierze zarzuciłem…

Panie i Panowie — przedstawiam wam bloga Doroty Kozińskiej: Upiór w operze.

Kibicuję temu projektowi od początku i opiekuję się jego stroną techniczną, ale odczekałem z reklamą aż będzie już co poczytać. No i już jest… Zapraszam więc do lektury, komentowania, a sam też trzymam kciuki za dalsze teksty, pozytywny ferment i kompetentne pisanie o dobrej muzyce.

Powodzenia, Dorota!

1 komentarze:

www.atorod.pl pisze...

Aj, dziękuję! Dziwni blogerzy wszystkich krajów, łączcie się :) Sama nie wiem, na co cieszę się bardziej: że się nie zgodzimy i zostanie między nami, czy wręcz przeciwnie, że się zgodzimy tak, jak przy okazji pewnej pieśni Mahlera, co skończy się nocnym rykiem w czeluść cmentarza św. Tomasza.