12.09.2014

Reaktywacja

Jeżeli są tu jeszcze jacyś starzy czytelnicy mający ten blog w RSS, to zapewne zauważyli, że znów zaczęły się pojawiać wpisy. I będą.

Jakiś czas temu to miejsce, tak jak wiele podobnych, uległo kanibalizacji przez fejsbuka. To dość ogólna tendencja. Jednak ostatnio kilka różnych czynników skłoniło mnie do odwrotu od tej tendencji.

Owszem, wiele rzeczy które mam ochotę napisać, nadaje się tylko do publikacji w gronie znajomych i do tego FB przez pewien czas służył bardzo dobrze. To w ogóle jest całkiem fajne narzędzie do utrzymywania znajomości. Niektórych. Jednak kilka jego cech skłoniło mnie do powrotu do tej formy komunikacji. Oto one.

Po pierwsze, to co piszę na fejsbuku, dociera tylko do moich znajomych. Mam może nie faszystowską ale jednak dość restrykcyjną politykę dodawania do friendsów. Ostatnio jednak znów przybyło rzeczy, którymi chciałbym się podzielić z większym audytorium.

Jednak na moją decyzję bardziej wpłynęło co innego. Otóż model biznesowy FB zasadniczo kłóci się z ideą komunikacji ze znajomymi. Edge Rank, którego algorytmów nie znamy, decyduje co dociera do kogo. Kto zobaczy moje wpisy nie zależy ode mnie, ale od arbitralnej decyzji Cukierasa. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że ten promuje ludzi będących social hubami — mających dużo znajomych, dużo lajkujących i zbierających dużo lajków. Rozumiem to, bo wiem na czym ten biznes polega. Tyle, że w pewnym momencie dotarło do mnie mocno, że to co tam piszę po pierwsze ginie w zalewie informacji czysto komercyjnych z różnych promowanych stron, po drugie przepada po kilku minutach w zalewie innych informacji, po trzecie — nawet jeśli dociera do moich znajomych, to tylko do tych, którzy są tymi social hubami. Pozdrawiam z tego miejsca MRW, Marcelego, Inż. Mruwnicę, Łukasza Najdera i paru innych. Lubię was, ale mam też sporo osób, które nie spędzają na FB tyle czasu i tyle aktywności co my (no bo ja też przecież) i przez to są z tego obiegu kompletnie wyłączeni. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że to wszystko co wrzucę na FB, dociera do góra 20 osób.

To nie znaczy, że zamierzam się wyoutować z FB, bo są ulotne treści, które do komunikacji w takim gronie się jak najbardziej nadają.

Do publikowania na FB postów publicznych mam wysoce ambiwalentny stosunek. Niby są publiczne, ale tak jak wszystkie inne — giną w potoku newsfeeda i przepadają w czeluści niewyszukiwalnego archiwum w zasadzie na zawsze. No i też docierają tylko do moich friendsów, followerów, dodatkowo przefiltrowanych przez Edge Rank.

Opublikowałem ostatnio kilka notatek z podróży. Nie ukrywam — do zapisywania tych rzeczy zainspirował mnie jeden z ostatnich BookRage'ów — pomyślałem sobie, że Teklakiem, Szczerkiem czy Najderem nie zostanę, ale i tak warto je utrwalić. A co to za utrwalenie na FB, skoro po tygodniu w zasadzie nie da się ich już w ogóle odnaleźć. Więc opublikowałem je tu. I po chwili dostałem bezpośredni feedback od starych znajomych ("odświeżyłem RSS a tam takie fajne notki, super!"), których… mam przecież we friendsach na FB. Ale Cukieras zwyczajnie im tego nawet nie pokazał. Dlatego postanowiłem, że tego typu treści muszą być jednak dublowane także gdzie indziej. Tak, wiem, że tutaj również stają się własnością innego evil corp, ale póki co ten evil corp pomiędzy moją treścią a waszym RSS nie stawia żadnego Edge Ranka, który decyduje o tym, co wy chcielibyście przeczytać.

Zatem będą się tu pojawiać notatki z podróży, z przypadkowych spotkań z ludźmi i sytuacjami. Będą jakieś co fajniejsze fotorelacje z wycieczek (jak ta ostatnia z Taurona), choćby dlatego, że FB kompletnie masakruje fotki. Będą także co treściwsze recenzje z Goodreads (do których przeczytania musielibyście nie tylko friendsować się ze mną na FB ale jeszcze mieć konto tam), w który to serwis się kompletnie wkręciłem, bo od zawsze lubiłem skroblować swoje różne aktywności (vide last.fm), w tym przypadku czytelnicze.

Tak więc, reasumując, narodził się pomysł na reaktywację tego bloga. Trzyemski is back. Trzymcie kciuki :-)

5 komentarze:

mtb pisze...

(Trzymamy)

Anonimowy pisze...

Dzieki za decyzje. Jestem starym czytelnikiem, nie znamy sie z Zuckenberga (nie posiadam tam nawet konta) a Twoje wpisy bardzo lubilem czytac. Szczegolnie te o Berlinie. Pozdrawiam.

Z. pisze...

Zabawnie, bo ja akurat wróciłem do czytania swoich RSSów i teraz nadrabiam po kolei wielką zakładkę pt. blogi.

Myślaleś o zrobieniu strony bloga na FB i spięciu jej z blogiem? W ten sposób do pewnego stopnia masz best of both worlds.

miasto-masa-maszyna pisze...

Przyszła mi do głowy taka myśl, ale chyba szkoda zachodu.

Anonimowy pisze...

No i super, bo niem konta na FB.
Pozdrawiam
Woytek