13.09.2014

Pink Pipes

W wielu turystycznych relacjach z Berlina spotykam zdziwienie różowymi rurami przebiegającymi na wspornikach przez centrum miasta. I z różnymi ich interpretacjami, czasami tak zabawnymi jak np. instalacja artystyczna. Czas wyjaśnić tą tajemnicę.

Zacznijmy od tego, że Berlin leży w zasadzie na pojezierzu. Może nie aż tak efektownym, jak Mazury, ale jednak sporą część miasta zajmują rozmaite cieki wodne i jeziora. Wody jest wkoło w bród. Z tego wynikają dwa podstawowe problemy.

Pierwszy z nich jest pewnie doskonale znany większości turystów — jest to berliński grzyb. W tym mieście grzyb wychodzi wszędzie, gdzie jest choć trochę mniej przewiewnie niż na czubku Fernsehturm. Nawet w czystych mieszczańskich domach możecie się natknąć na zalążki grzyba pod prysznicem, nie wspominając o hotelach czy np. toaletach na lotniskach. Śmiem wręcz twierdzić, że prawdziwym berlinerem jest ten, kto już po prostu się z tym faktem pogodził i owszem — grzyba zwalcza dla zasady, ale wie, że jest to syzyfowa robota.

Drugi, mniej oczywisty, to to, że praktycznie wszędzie, jeśli wykopiesz w ziemi dołek głębszy niż fundament pod przystankową wiatę, na dnie będzie się zbierać woda. Po prostu wody gruntowe są tu wyjątkowo płytko. A ponieważ buduje się wciąż sporo, w tym takie rzeczy jak nowa linia U-Bahnu w samym centrum miasta, to tę wodę trzeba wypompowywać. I do tego własnie służą te intrygujące różowe rury.

Na zdjęciach poniżej — niezwykle gustowna różowa instalacja odprowadzająca wodę z okolicznej budowy do sadzawek ogrodowych poczdamskiego pałacu Sanssouci.




0 komentarze: