25.08.2014

drzemka

Dwie godziny, myślę, w sam raz na drzemkę. Wagon intercity, francja elegancja, gniazdka, czysto, żyć nie umierać.

W ostatniej chwili wpada ona i już wiem, że z drzemki nici.

Gdyż ona jest czystą serdecznością, choć w podróży drugi dzień, to okazji do kontaktu z drugim człowiekiem nie odpuści. Wraca z Malty do Lwowa i, choć Ukrainka, mówi śpiewną kresową polszczyzną.

Rozmawiamy więc o pierdołach. Choć tam wojna i to nie taka jak w TV a Ukraina zaniża straty. Ale my o pierdołach, żadnego gonzo. Albowiem panna Oksana żyje w świecie, którego gonzo się nie ima. Ona stanowi uniwersum osobne, pachnące ciastem ze śliwkami w niedzielę, gromadką roześmianych płowowłosych bachorów i wykrochmalonymi firankami. Jest pulchniutka, radosna i cała stanowi obietnicę długiego, spokojnego życia pełnego rubasznego seksu i chichotów. Życia, w którym wszystkie Putiny, depresje, choroby, wojny, rozpacz i inne plagi egipskie daje się anulować za pomocą czterech słów: Chodź, nalepię ci pierogów.

Śmieje się perliście i co chwilę przeciąga, odsłaniając krągły, opalony na miodowy kolor brzuszek porośnięty blond meszkiem.

No… nie wyspałem się.

Oczywiście jako stary i durny jełop nie wziąłem nawet numeru telefonu a w Krakowie poszedłem do ukraińskiej knajpy upić się z rozpaczy horyłką piercową z miodem.

Tak było.

0 komentarze: