26.01.2013

W Django Unchained Tarantino pięknie nawiązuje do historii Zygfryda i Brunhildy. Doktor King Schultz w pewnym momencie mówi, że każdy Niemiec zna tą historię.

Byłem na tym filmie z Niemcami, kumplami z firmy, ich dziewczynami, żonami i innymi takimi. W rozmowie w przerwie okazało się, że tylko ja jeden wiem kto to są Zygfryd i ta jego Brunhilda.

Cała nasza kultura europejska opierała się na przekazywaniu pewnych historii, toposów, archetypów, opowieści, narracji i całego tego kramu, wiecie o co chodzi. Był jakiś kod kulturowy którym mogli się porozumiewać europejczycy. Były kody o mniejszym zasięgu, które dawały możliwość porozumienia w obrębie plemienia germańskiego, polskiego czy ogólnosłowiańskiego na przykład.

Zapomnijcie.

Tego już nie ma. Już dawno nie ma. Nikt już nie wie, kto to jest Zygfryd, Orestes, Kościej…

Przekazywanie kultury się zerwało w XX wieku.

Zerwało się przekazywanie czegokolwiek.

Dlatego czekają nas teraz wieki ciemne. Wieki antyszczepionkowców, homeopatów, audiofilów, wyznawców teorii spiskowych, sekt, zabobonów. Bo urwaliśmy w XX wieku ciągłość narracji, która nas — europejczyków — stanowiła. Tak jak przesraliśmy historię Zygfryda, tak przesraliśmy wszystko co wynieśliśmy z dziedzictwa Oświecenia — wiarę w człowieka i jego rozum. Dla naszych dzieci to wszystko będzie w porównaniu z mądrościami z uniwersytetu Youtube tyle warte co dla mitycznych arturiańskich wojów sterty kamieni rzymskich warowni.


A potem przyjdą jacyś inni (np. z Chin) i nie uronią łezki. Bo czemu by mieli.

Obiektywnie rzecz biorąc — tak mielą młyny historii. Tak się toczą dzieje.

Subiektywnie: pozwolę sobie zapłakać nad historią Zygfryda i Brunhildy. Cóż, że nawet Niemcy nie wiedzą, kto to.

Tym bardziej, w sumie…

10 komentarze:

roody102 pisze...

Nowa notka na blogu! So 5 years ago ;)

Nibelung pisze...

No jak nie znają.Nawet z telewizji? Nie mogę uwierzyć, że można przeoczyć Brunhildę w wykonaniu Kristanny Loken.

miasto-masa-maszyna pisze...

No nie koloryzuję. Byłem jedyny w 10-osobowym towarzystwie. Wszyscy oprócz mnie rodzeni Niemcy z różnych landów.

PAK pisze...

Z jednej strony tak (zauważał podobnie Varga, że kiedyś być oczytanym, to znaczyło znać Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza; a dzisiaj kogo? czy jestem oczytany nie znając twórczości E. L. James, czy Stephenie Meyer?), z drugiej strony nie znajomość tych wzorców nie była złudzeniem? Jak one szeroko docierały?

PS.
Byliśmy kiedyś z kumplem w towarzystwie Francuzów. Tylko my dwaj znaliśmy twórczość Victora Hugo :) Za to Francuzi nieźle znali kulturę niemiecką :D

miasto-masa-maszyna pisze...

No ale nie mówimy przecież o postaciach z Tetralogii Wagnera tylko o bohaterach legendy. Legendy to są absolutnie podstawowe toposy.

Chociaż nie zdziwiłoby mnie absolutnie, gdyby się okazało, że polskie dzieci też nie wiedzą kto to król Krak albo Wanda. Czego nie nakręcił Disney, to nie istnieje.

wicio pisze...

Na to nie ma reguły. Kiedyś w dobrym tonie było mieć wiedzę ogólną i aktualną, teraz jakoś się te wartości zdewaluowały i nie ma znaczenia czy to Niemiec, Polak, czy Francuz. Zjawiska socjologiczne występują teraz globalnie i różnice narodowościowe się powoli zacierają.

mr makowski pisze...

już na studiach (W. Historii) sugerowalem, że faktów = jest za dużo; i trzeba zaczać -- dla dobra Nauki [a nie: archiwistyki komparatywnej] -- zacząć palić losowo (np.) co dziesiate archiwum. a jak to nie pomoże...

Andrzej Jóźwik pisze...

Zła diagnoza ;) Nie absolutyzowałbym przeszłości. Ta wiedza o kulturze, posługiwanie się nią, była niegdyś cechą mniejszości, która z racji swego elitarnego charakteru promieniowała na całą resztę.

Ucho.eu pisze...

A który utwór z soundtracku do Django przypadł Ci najbardziej do gustu?

miasto-masa-maszyna pisze...

@Andrzej Jóźwik
No pewnie, że to była mniejszość. Ale w końcu ludzie wśród których się obracam to jest też jakiś drugi górny centyl społeczeństwa pod względem wykształcenia i obycia. A pod wieloma względami kulturowo jesteśmy analfabetami (sam mam zaległości w wielu dziedzinach). To jednak smutne.