17.11.2011

iPolak

MSZ RP postanowiło być na czasie i wydało appkę na ajfona z informacjami przydatnymi dla obywatela za granicą. Idea bardzo sympatyczna, niestety wykonanie zdradza, że autorzy implementacji stawiają dopiero pierwsze kroki w tej dziedzinie.

W aplikacjach ale także mobilnych serwisach WWW liczy się przede wszystkim wygoda użytkowania. Usability, głupcze!

Na klawiaturze ekranowej komórki nigdy nie będzie się pisało tak szybko jak na zwykłej. Im mniej pisania tym lepiej. Im mniej klików tym lepiej.

iPolak powitał mnie standardowym pytaniem, czy może używać serwisów lokacyjnych. Pozwoliłem mu.

Domyślnym modułem na start jest wybór kraju.

Zaraz zaraz, czy ja przypadkiem przed chwilą nie byłem o coś pytany? Aaa, tak! o serwisy lokalizacyjne.

Oczywiście dostaję listę krajów posortowaną alfabetycznie. Logiczne. Przecież prawdopodobieństwo, ze chcę znaleźć informacje o Afganistanie, Albanii, Algierii, Andorze, Angoli, Antigui i Barbudzie, Arabii Saudyjskiej, Argentynie i Armenii jest dokładnie takie samo, jak każdego innego kraju. Not.

Zaraz zaraz, czy ja nie byłem przypadkiem przed chwilą o coś… Lokalizacja, głupcze!

Po co aplikacja każe mi wybierać z alfabetycznej listy kraj, jeśli wie w jakim kraju jestem? Czy to taka filozofia wybrać go automatycznie? Czy to takie trudne przerzucić na początek listy na przykład:
- najpierw kraj w którym właśnie jestem,
- potem kraje w których polonia jest najliczniejsza,
- a jeszcze potem np. bezpośrednich sąsiadów kraju w którym jestem?

OK. Nie chce mi się przewijać aż do Niemiec. Jest wyszukiwarka. Wklepuję n, i, e i… nic się nie dzieje. Każda znana mi appka już w momencie wprowadzenia pierwszej litery przefiltrowałaby kraje po pierwszej literze. W tym momencie Niemcy miałbym już w polu widzenia a po drugiej literce jako pierwszą pozycję na liście. Ale nie tutaj - iPolak szuka dopiero kiedy wcisnę "Szukaj".

Wchodzę w Niemcy.

Przechodzę na mapę.

Dostaję mapkę wycentrowaną na… Polsce. No tak, to przecież oczywiste. Jestem w Niemczech (appka o tym wie! pozwoliłem!), na sąsiedniej zakładce wybrałem Niemcy ale na pewno interesuje mnie mapa Polski.

To samo na zakładce "Ostrzeżenia". Informacje widoczne dotyczą Maroka, Tajlandii, Nigerii, Trynidadu i Tobago oraz Kenii. I nawet nie ma co się źlić, że nie są przefiltrowane na kraj w którym jestem i który wybrałem wcześniej, bo w ogóle nie ma opcji filtrowania ich. Żeby sprawdzić, czy nie pojawiło się jakieś ostrzeżenie dotyczące kraju w którym jestem, muszę przelecieć wzrokiem całą listę kompletnie niepotrzebnych mi informacji.

Gdybym płacił w Polsce podatki, zapytałbym ile z kieszeni podatnika dostała za tą niedoróbkę firma iServices.pl, ale z wiadomych względów musicie zapytać sami.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

Oczywiście masz rację w 100%, ale obejrzyj aplikację GMail na iPada produkcji Google, wypuszczoną wczoraj. I to już jej druga iteracja, bo pierwsza w ogóle nie działała...

Tak koszmarnego interfejsu jeszcze nie widziałem, a jednak wydawałoby się, że Google może więcej.

/rafał

miasto-masa-maszyna pisze...

1. Nie mam zielonego pojęcia jaki ma być sens istnienia osobnej aplikacji do GMaila.

2. Google jest prywatną firmą i może sobie wtapiać w co zechce i ile zechce. Jej sprawa. Za iPolaka zapłacił podatnik.

PAK pisze...

Straciłem dobre pół godziny szukając informacji o kosztach (jest jawna, ale MSZ nie przyłożyło się do wyszukiwania danych z BIP). I nie znalazłem...