nie płakałem po pikselu
Tydzień temu mrw odtrąbił śmierć dyskietki, czy też fizycznego nośnika danych w ogóle. Tymczasem równie niepostrzeżenie odchodzi inny wielki symbol pierwszej ery komputerowej - piksel. Tak jak dyskietka, piksel umiera na raty.
Pierwszy raz umarł wraz z upowszechnieniem się ekranów LCD i pojawieniem wygładzania czcionek wykorzystującego ułożenie elementów RGB na matrycy. Trick polega na tym, że dzięki manipulacji kolorem pikseli można dla pewnych figur graficznych osiągnąć poziomą rozdzielczość optyczną wyższą niż gęstość pikseli - po prostu da się zapalić 2/3 albo 1/3 piksela. W ten sposób np. odstęp pomiędzy dwiema literami może być mniejszy niż 1px albo się po prostu nie pokrywać 1:1 z mapą fizycznych pikseli na monitorze.
Druga śmierć piksela następuje właśnie teraz. Wyświetlacze iPhone'ów i niektórych innych smartfonów mają już taką rozdzielczość, że pojedynczych pikseli nie da się dostrzec gołym okiem (z rozsądnej odległości). Na dobrych monitorach komputerowych sprawa coraz częściej ma się podobnie. Być może niedługo piksel potanieje na tyle, że zapomnimy czym i po co był antyaliasing? Kiedy pojedynczy piksel przestanie być widoczny gołym okiem okna i teksty wyświetlane przez nasze komputery odzyskają analogową ciągłość.
Ja, jako typo-freak, nie płakałem po pikselu tak jak po czcionkach monotype. Niech spoczywają w pokoju w zakamarkach cybernostalgii. Odejdą w niepamięć razem z naszym pokoleniem.



0 komentarze:
Prześlij komentarz